12 czerwca 2013

Interpretacje [3]: Dal, którą nosisz w sobie - Karol Wojtyła „***(Dalekie wybrzeża ciszy...)”


Co to za dal na wyciągnięcie ręki? Co to za nurt, z którego nie ma powrotu? Co to za moc, która przyciąga tak mocno ku sobie, choć przecież wie, że nie można jej udźwignąć żadną z naszych ludzkich władz...? Jak mówić o tym, co niewysławialne – o doświadczeniu Boga? A jednocześnie: jak o doświadczeniu spotkania z Bogiem nie mówić? 


*** 
Dalekie wybrzeża ciszy zaczynają się tuż za progiem.
Nie przefruniesz tamtędy jak ptak.
Musisz stanąć i patrzeć coraz głębiej i głębiej,
aż nie zdołasz już odchylić duszy od dna.


Tam już spojrzeń żadna zieleń nie nasyci,
nie powrócą oczy uwięzione.
Myślałeś, że cię życie ukryje przed tamtym Życiem.
w głębiny przechylonym.

Z nurtu tego – to wiedz – że nie ma powrotu.
Objęty tajemniczym pięknem wieczności!
Trwać i trwać. Nie przerywać odlotów cieniom
tylko trwać coraz jaśniej i prościej.

Tymczasem wciąż ustępujesz przed Kimś, co stamtąd nadchodzi
zamykając za sobą cicho drzwi izdebki maleńkiej –
a idąc krok łagodzi

– i tą ciszą trafia najgłębiej. 

Każdego dnia wędrujesz ku przyszłości – nawet, gdy się nad tym nie zastanawiasz. W przyszłości mieszkają twoje pragnienia i tęsknoty, cele i marzenia. Jesteś utkany z Nadziei, a ona mieszka w przyszłości. ‘To już to, ale jeszcze nie to’ – oto jej struktura. Prawdziwa Nadzieja nigdy nie poprzestaje na tym, co jest, nigdy nie pozwala na zatrzymanie się. Sięga poza życie doczesne, poza ten świat.[1] Każdy nosi w sobie to pragnienie, wyrażające się w niedosycie tego co zastajemy tu i teraz – także ten, kto nie wierzy. Każdy z nas pragnie przecież jakiegoś lepszego świata, pełniejszego istnienia.

I to jest właśnie owa „dal wybrzeży” – dal tęsknoty. Dal, jaka cię czasem dopada „tuż za progiem” – w twojej codzienności, wśród tego, co tak bardzo przyziemne, zwyczajne. Czujesz, że tam daleko, za zasłoną tego świata, jest coś prawdziwszego, piękniejszego, lepszego, tak bardzo Innego niż ten świat. Nie możesz pokonać tej odległości. Nie masz skrzydeł jak ptaki. (Przypomina mi się tutaj cytat z „Chaty” P. W. Younga: „(...) Zostałeś stworzony do latania”.) Kiedyś dolecisz do tych brzegów – ostatecznie. Kiedyś znajdziesz się wśród nich, teraz możesz szukać ich w sobie: w siebie się wpatrując: „Musisz stanąć i patrzeć coraz głębiej i głębiej,/ aż nie zdołasz już odchylić duszy od dna.”. Co dostrzegł tam poeta, czego doświadczył?

Zdanie „Tam już spojrzeń żadna zieleń nie nasyci” mówi o radykalnej inności tego doświadczenia. To niecodzienne spojrzenie, odmienne od tego, jakie znasz, nie takie, które odbiera bodźce widzialnego świata. („Żeby widzieć naprawdę, zamykamy oczy” – przychodzi mi na myśl ksiądz J. Twardowski.) To widzenie, które więzi oczy, magnetyzuje swoją niezwykłością. Spojrzenie w głębiny Inności. We fragmentach „Pieśni o słońcu niewyczerpanym” Karol Wojtyła będzie pisał o nim tak:

(...) Lecz jedno spojrzenie w głąb,
które wieczność odsłania z przepływu –
jedno najprostsze spojrzenie,
którym w Myśli znów Twojej przebywam. –


To wtedy – gdy w blasku ukrytym
skupiam siebie całego,
i staję się znów Twoją Myślą,
miłowanym białym żarem Chleba.
,


albo tak: 

(...) - bo wiem o takim ukryciu,
że w nim nic nie rozproszę z tych słońc,
które płoną pod horyzontem
spojrzeń utkwionych w głąb
.


Bohater poematu zaznaje „Życia w głębiny przechylonego”, Życia pisanego z wielkiej litery. Zostaje „objęty tajemniczym pięknem wieczności”. Tej Tajemnicy nie można przeniknąć, wyjaśnić, pojąć – można tylko pozwolić, aby nas objęła. W tym objęciu chce się trwać, w nim wszystko inne staje się nieważne, małe, błahe. W tym objęciu ten świat, który znasz – jest już tylko cieniem. (Przychodzi mi na myśl „Jaskinia” Platona).  Chce się w nim „trwać i trwać”, a owym cieniom pozwolić odlecieć. Chce się teraz „trwać jaśniej i prościej” (jak wiele spraw niepotrzebnie komplikujemy...). Nie umiem tych wersów przełożyć na dosłowność, nie umiem ich sparafrazować – choć je rozumiem. Ale myślę, że nie trzeba ich tłumaczyć. Znasz przecież to uczucie, kiedy rosną ci skrzydła (niekoniecznie pod wpływem przeżyć religijnych).

A jednak w całej wyjątkowości tego stanu, w całej radości tego trwania – ustępujesz. Nie jesteś w stanie udźwignąć takiego majestatu, takiej Mocy. Jesteś bezsilny i kruchy. Bo to spotkanie jest jednocześnie wewnętrznym dramatem, rozdarciem budzącym bojaźń, odkrywającym także twoją nicość. Zbyt wielka to Obecność. Na ambiwalencję mistycznego spotkania wskazywać może czasownik „ukryć” w wersie: „Myślałeś, że cię życie ukryje przed tamtym Życiem”. Wiara, miłość – to nie jest sielanka. To wielki trud, odpowiedzialność. To także cierpienie i walka.

Skoro jednak wiara jest (także) tęsknotą, życiem wielką Nadzieją, to życie wedle niej jest tworzeniem, zdążaniem ku pełni, a człowiek nią żyjący – jakby powiedział Sartre „nieustannym projektem”. Jednocześnie ukierunkowanie na przyszłość nie oznacza deprecjonowania doczesności. To tutaj – przez każdy najzwyczajniejszy dzień – idziesz dalej. To tutaj możesz decydować o przyszłości. To tutaj przemieniasz kruchą teraźniejszość w wieczną opowieść.

Więc – ustępujesz przed „Kimś, co stamtąd nadchodzi”. Zamykasz za sobą drzwi. Powracasz do swego tutaj, do swej „maleńkiej izdebki”. Ale po tym doświadczeniu idziesz innym krokiem: łagodnym, lekkim i pełnym wdzięku. By nie zagłuszyć tej Ciszy Bożej usłyszanej tam - na dalekich wybrzeżach. Usłyszanej w sobie. By nią trafiać najgłębiej. „W tej ciszy unoszę nad sobą nachylenie Boga” – powie w innym fragmencie „Pieśni...” bohater. Wkrótce zagłuszysz tę ciszę. Ale nie zapomnisz o niej i będziesz jej szukać, wsłuchując się w siebie i w zieleń tego świata. Bo z tego nurtu - nie ma już powrotu. 

Warto podkreślić, że poeta, choć mówi o swoim bardzo intymnym przeżyciu, nie mówi w pierwszej osobie, lecz używa drugiej: „nie przefruniesz”, „musisz stanąć i patrzeć”, „aż nie zdołasz już odchylić duszy”, „wciąż ustępujesz”. To nie jest tylko zwierzenie się drugiemu człowiekowi. To także pełne entuzjazmu i przejęcia wtajemniczanie go w coś największego, nauka szukania tego, co najprawdziwsze. „Musisz stanąć i patrzeć coraz głębiej i głębiej...”.

* 
Poematy „Pieśń o Bogu ukrytym” oraz „Pieśń o słońcu niewyczerpanym” są próbą uchwycenia rzeczywistości Boskiej, niezwykłej, niepojętej, niedostępnej naszemu poznaniu – ukrytej, która jednak na moment odsłania się poecie. Odsłania się w owym mistycznym skupieniu, w ciszy modlitwy albo w zupełnie przypadkowych momentach potocznej codzienności. Te chwile Karol Wojtyła zamyka w metaforach: z jednej strony niełatwych, nieoczywistych i niejednoznacznych – z drugiej strony bardzo nam bliskich. Poeta bowiem buduje swój poemat o spotkaniu z Niepojętym ze znanych nam fragmentów świata, z obrazów dostępnych naszej wyobraźni i powszechnemu doświadczeniu.

Krajobrazy otaczającej nas przyrody – bujnej, cudnej, nabrzmiałej zielenią – łagodnie i niezauważalnie przechodzą w krajobrazy naszych przeżyć. Jakże przyjemnie jest się zanurzać w taki poemat! Poemat rozkwitający: kolejne części uzupełniają, dopowiadają, wyjaśniają poprzednie, wzbogacają je w kolejne znaczenia, stopniowo odkrywając swój sens. Te same motywy powracają w innym otoczeniu. Także dlatego w niniejszym tekście nie wyczerpałam do końca bogactwa „***(Dalekich wybrzeży ciszy...)”. Wybaczcie mi wyrwanie jednego wiersza z całości. Traktuję go jako zaproszenie – do pochylenia się nad całością poematu, jak szeroko otwarte drzwi w metafizyczną wędrówkę. Dla mnie tym właśnie był – zaproszeniem, które przyjęłam. 

Karol Wojtyła, „***Dalekie wybrzeża ciszy zaczynają się tuż za progiem” [w:] /uzupełnię po wizycie w czytelni.../ 

[1] - por. Leszek Łysień, "Różaniec modlitwą nadziei" [w:] tegoż, "Na tropach człowieka", wyd. Petrus, Kraków 2009, s. 26-35.

Niniejszy tekst nie powstałby: 

~ bez książeczki „Na tropach człowieka” ks. Leszka Łysienia, bez wykładów tegoż w ramach Kręgu Dyskusyjnego w mojej parafii, bez kazań tegoż – w ogóle bez niego by nie powstał.

~ bez „Pieśni o Bogu ukrytym” – pierwszej płyty Marcina Stycznia, z którą wgłębiłam się w ten nurt...

~ bez pięknego i wartościowego tekstu Marka Bernackiego „Słowem wyrazić Niewypowiedziane – próba hermeneutycznej wykładni Pieśni o Bogu ukrytym Karola Wojtyły", który można przeczytać tutaj. 

~ bez L4, a może gdyby nie L4 i to, że jestem na tyle słaba, że nie robię nic innego (nie sprzątam mojego zapuszczonego domu), tylko siedzę, leżę, czytam i piszę. Moja obecna praca nie sprzyja pisaniu – stąd moje milczenie i brak aktywności w blogosferze - jakiejkolwiek. Wybaczcie.

6 komentarzy:

  1. Olenko, zdrowiej!
    Pieknie napisane, bede sie jeszcze wczytywac w ten tekst nie raz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co tu dużo mówić...? Pięknie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...:))

      Wiem, że trochę za bardzo rozwlekłe... :>

      Usuń
  3. Nie wiedziałam, że też prowadzisz bloga :) będę tutaj zaglądać:)

    dziękuje za miły komentarz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha - nawet dwa :-)
      Zapraszam serdecznie!
      ^^

      Usuń

Dziękuję za każdą wypowiedź, za czas poświęcony na lekturę, za nasze wirtualne spotkanie! Komentarze są moderowane - mogą pojawić się z opóźnieniem.
*
Nie publikuję: SPAMU, wypowiedzi obraźliwych, wulgarnych, sprzecznych z zasadami netykiety. Z powodu nadmiaru SPAM-u wyłączam możliwość komentarzy anonimowych.