22 czerwca 2011

Negacja jest łatwiejsza – Erlend Loe „Muleum”

Sporo trzeba się natrudzić, by przekonać siebie, że nie warto żyć - nawet wówczas, kiedy świat rozpada  się na kawałki. Język bywa w tej materii zupełnie bezradny.

Cierpienie niewątpliwie zbliża nas do pewnej mądrości. Trudno dyskutować z człowiekiem, który doświadcza fizycznego lub duchowego bólu. Wobec niego najlepiej milczeć.

Życie bohaterki powieści „Muleum” niewątpliwie naznaczone jest tragedią. W katastrofie lotniczej giną jej rodzice i brat. Julie popada w depresję. Codzienność staje się ciężarem, którego nie ma siły dźwigać. Choć dziewczyna jest piękna, młoda i bogata, a świat stoi przed nią otworem – pragnie śmierci.

„Drogi boże, mam na imię Julie. W katastrofie samolotowej w Afryce zginęli moi rodzice i brat. Bardzo ich kochałam i teraz, kiedy ich nie ma, straciłam chęć do życia”[s. 63]*.

W ramach terapii bohaterka prowadzi pamiętnik. Nie nastawiajcie się jednak na wielkie duchowe odkrycia - jej zapiski do żadnego filozoficznego traktatu o wartości życia i istotności umierania nie pretendują. Może i udaje się jej czasem przemycić kilka ważkich stwierdzeń, lecz i tak będą one nazbyt oczywiste. Doniosłość tematu rozproszy się w bylejakości języka nastolatki. Powaga sytuacji ulegnie rozbrojeniu w zderzeniu z potocznymi wypowiedziami ocierającymi się często o frazes i nadmierną afektacją bohaterki. 

Spokojnie – to było w planie. I to w planie pierwszym. Poza tym narratorem jest zwyczajna, nieco rozpieszczona nastolatka, której świat wartości pozostawia wiele do życzenia. Dlatego śmiertelnie poważne wypowiedzi Julie zabrzmią niezwykle zabawnie.

„(...) Czasami człowiek jest o krok od tego, żeby ze sobą skończyć, bo nic go nie cieszy, na nic nie ma ochoty i nie wierzy, że kiedykolwiek będzie czuć się lepiej”[s. 35].

„Od prawie dwóch dni leżę za starym traktorem stojącym w rogu kurnika (...). Przez cały czas wchodzą tu ubrani na biało ludzie i zabierają kury, chyba po to, żeby pobrać od nich próbki do badania [chodzi o ptasią grypę, którą Julie bardzo pragnie się zarazić]. Gdy wychodzą, zwabiam kury kukurydzą, a kiedy są dostatecznie blisko, chwytam je i przytulam się do nich, i pozwalam, żeby na mnie chuchały, ale ciągle nie czuję się chora”[s. 97].

W misternie planowanych samobójstwach, w swej ostentacyjnej pogardzie wobec życia bohaterka wkrótce odnajdzie zupełnie inną siebie. Bo wcale nie tak łatwo zaprzeczyć chęci życia, pięknu istnienia i nieustającej nadziei.

Dla mnie "Muleum" to przede wszystkim powieść o nieporadności naszego języka, który w obliczu cierpienia język staje się bezużyteczny. Słowa, którymi mówi się o tragediach są puste jak frazes. Zbyt powierzchowne, by pokazać to, co ukryte głęboko. Ale też jakże atrakcyjne są owe frazesy, jakże łatwo za nimi podążyć. Negacja w takich sytuacjach jest po prostu łatwiejsza. 

To książka, która może rozbawić, przerazić, zirytować i zasmucić, a najlepiej wszystko po trochu – w zależności od tego, jak do niej podejdziemy. Oby tylko nie za bardzo poważnie!

Erlend Loe, Muleum, tłum. Milena Skoczko, wyd. słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2011.

*cytaty pochodzą z książki (jw.), numery w nawiasach kwadratowych odsyłają do jej stron.

wydawnictwo: słowo/obraz terytoria, seria: Książki do czytania
tytuł oryginału: Muleum
język oryginału: norweski
okładka: broszurowa
ilość stron: 196
moja ocena: 5/6
skąd: za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję wydawnictwu słowo/obraz terytoria.

8 komentarzy:

  1. Kolejna lektura, która wiem, że mi się spodoba. Zarówno tematyka, jak i całokształt porządnie mnie kuszą, więc dopisuję ją do listy:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że przypadnie mi do gustu. Postaram się przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta książka już wcześniej mnie zainteresowała. Może będę miała kiedyś okazję przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za zainteresowanie i komentarze :-)

    Myślę, że warto sięgnąć po "Muleum", choćby dla samego faktu, że Loego świetnie się czyta i jest to lektura niepodobna do innych. Ja w każdym razie mam ochotę na więcej - bo to, jak głosi notatka na okładce, pisarz kultowy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. dziękuję :)
    wiesz, trudno uwierzyć w siebie, kiedy niemalże cały czas słyszysz, że jesteś do niczego.. ciekawe jakie miny teraz mają ci, którzy twierdzili, że nie nadaję się na studia ;)

    a co do 'Muleum' to.. jeśli tylko znajdę ją w któreś z bibliotek to na pewno zabiorę ją do domu i przeczytam ;) Twoja recenzja mnie zaintrygowała :D

    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna recenzja :) Na pewno sięgnę po "Muleum", tym bardziej, że czytałam kiedyś "Dopplera" tego samego autora i byłam zachwycona. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. rr-odkowa - bardzo dziękuję :)
    Ja też mam ochotę na więcej Loego i być może sięgnę właśnie po "Dopplera" ;))

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą wypowiedź, za czas poświęcony na lekturę, za nasze wirtualne spotkanie! Komentarze są moderowane - mogą pojawić się z opóźnieniem.
*
Nie publikuję: SPAMU, wypowiedzi obraźliwych, wulgarnych, sprzecznych z zasadami netykiety. Z powodu nadmiaru SPAM-u wyłączam możliwość komentarzy anonimowych.