14 stycznia 2013

W cieniu doskonałości kruszeje teraźniejszość - Kazuo Ishiguro „Okruchy dnia”


A kiedy nadejdą owe chwile szczególne i zapukają do naszej codzienności, trzeba im otworzyć. Właściwie wykorzystane mogą zmienić bieg życia. Z niewykorzystanych pozostają tylko okruchy, które nigdy nie zaspokoją pragnienia pełni.

Stevens jest kamerdynerem w posiadłości Darlington Hall. Należała ona do lorda Darlingtona, od śmierci którego minęły trzy lata. Jest czerwiec 1956 roku. Obecnym właścicielem domu  i zarazem nowym pracodawcą Stevensa jest Amerykanin, John Farraday. To właśnie on nakłania go do wzięcia kilkudniowego urlopu i wyjazdu do Kornwalii. Bohater, nie bez wątpliwości i oporów, wyrusza w podróż, która staje się jednocześnie podróżą duchową.

Stevens służył w Darlington Hall całe życie, dążąc do ideału „wielkiego kamerdynera” oraz jego – słowo klucz – godności.Godność jest nieodłącznie związana ze zdolnością kamerdynera do zachowania niewzruszonej postawy zawodowej. Zły kamerdyner to taki, który z byle powodu zastępuje postawę zawodową postawą prywatną. Dla takich osób zawód kamerdynera jest czymś w rodzaju roli w pantomimie; najmniejszy poślizg, najdrobniejsze potknięcie i już spada maska, za którą ukrywał się aktor.”[s.54]* Do tego dochodzi angielska powściągliwość: „Ludzie z kontynentu nie potrafią być kamerdynerami, ponieważ są jako rasa niezdolni do takiego okiełznania uczuć, jakie wyćwiczył w sobie naród angielski.”[s.55].

Bohater uważa, że godność można osiągnąć poprzez świadomy wysiłek w pracy zawodowej. Nie zgadza się z poglądem, iż  jest ona tym, „co można mieć lub nie mieć z kaprysu natury”[s.42] - cechą jednym daną, drugim nie.  

Służba kształtuje jego poglądy i relacje z otaczającymi go ludźmi. Mężczyzna przedkłada ją nad życie prywatne. Wzorowa organizacja pracy, usługiwanie gościom, nadzorowanie pracowników - są pierwszoplanowe. Jest lojalny i oddany lordowi Darlingtonowi - także wtedy, gdy ten sympatyzuje z faszyzmem. Bezmyślnie aprobuje wolę pana, wyzbywając się własnych poglądów. Nie odwzajemnia zainteresowania panny Kenton, gospodyni domu, będąc wobec niej zawsze oficjalny i chłodny. Ukrywa swoje pragnienia za beznamiętną służbową maską. Nie pozwala sobie na wzruszenie i porzucenie służby nawet w najsmutniejszych momentach, jakie mogą przydarzyć się człowiekowi – w momentach śmierci bliskich. 

Jak daleko można brnąć w samooszustwo? Jak zręcznie trzeba żonglować słowami, by niezdolność do okazywania uczuć, do bliskości – nazwać profesjonalizmem, tchórzostwo i niedowartościowanie zmienić w cnotę, niegodziwość nazwać godnością? Jak długo można ukrywać przed sobą własne słabości, walczyć z pragnieniami, nie pozwalać sobie na zwykły ludzki ból...? Stevens przewartościowuje wartości, wady postrzega jako zalety. Z premedytacją odbiera sobie prawo do radości. Jego zasadniczość jest fanatyczna, absurdalna, czasem groteskowa. Jego teraźniejszość marnieje w cieniu doskonałości.

A jednak – pod tą zimną skorupą kryje się wielkie cierpienie. Jego krzyk przebija się zza wywodów pełnych opanowania i powściągliwości. Tłumiony przez lata smutek niepostrzeżenie znajduje ujście między logiką  gruntownych uzasadnień. Ból nie ma logiki. Widzimy człowieka, który, wierząc w słuszność swojej postawy, zmarnował szansę na szczęście i pełnię życia. Teraz patrzy w przeszłość i wydobywa z niej tylko okruchy. Czasu nie można już cofnąć.

Lecz oto zmierza do West Country. Przy okazji spotka się z panną Kenton. Wszak jego wycieczka jest pożyteczna i ze służbowego punktu widzenia: może przekona dawną gospodynię do powrotu do pracy w Darlington Hall? Jej list przeczytał wielokrotnie – nie ma możliwości, by sam sobie wmówił obecność wspomnianych w nim aluzji co do pragnienia jej powrotu[por. s.16].

Ta powieść jest niczym angielski krajobraz – surowy, bez powierzchownej spektakularności, zbytniej ostentacji[por.s.36]. Jednak za beznamiętną, staranną i cierpliwą narracją Stevensa kryje się wulkan emocji. Napięcie wzrasta z każdym rozdziałem, piętrzy się wraz z odkrywaniem kolejnych zdumiewających okoliczności z życia bohatera, by w końcu runąć z impetem i wstrząsnąć nami do głębi. Jeszcze bardziej zaskoczyć, zdumieć, zachwycić. I tak do ostatnich stron.

Kazuo Ishiguro, Okruchy dnia, tłum. Jan Rybicki, wyd. Albatros. Andrzej Kuryłowicz, Warszawa 2008.

*cytaty pochodzą z książki (jw.), numery w nawiasach kwadratowych odsyłają do jej stron.
Kadry pochodzą z filmu "Okruchy dnia" w reżyserii Jamesa Ivory [bardzo polecam!].

wydawnictwo: Albatros
tytuł oryginału: The Remains of the Day
język oryginału: angielski
okładka: miękka ze skrzydełkami
ilość stron: 304    
moja ocena: 6/6
skąd: z biblioteki

16 komentarzy:

  1. Cudownie piszesz o tej książce. A kadry z filmu każą mi go poszukać... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danusiu - koniecznie, koniecznie! Spodoba Ci się. Nie wiem, co jest lepsze - książka czy film. Chyba nie można ich porównać, są doskonałe na swój sposób.

      Dziękuję - jednak bardzo się męczyłam nad tą recenzją. Mam tak, gdy książka obudzi we mnie zbyt wiele zachwytu! :)

      Usuń
  2. Film oglądałam dwukrotnie. Świetny z rewelacyjną obsadą.Zastanawiam się ile w postaci Stevena jest angielskości, wydawało by się, że wszystko a w takim razie co japoński pisarz zawarł w niej z natury Japończyka. Może dlatego ta postać, jest tak chłodna, tak zamknięta w sobie i nie potrafiąca wyrazić swe emocje.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja obejrzałam raz, ale pragnę więcej - jeśli tylko znajdę sposobność, obejrzę.
      Ciekawa myśl - podziwiam Ishiguro za uchwycenie tej angielskości. Ech...!

      Dziękuję za komentarz - pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  3. Anthony Hopkins był genialny w roli kamerdynera! A książkę z chęcią bym sobie porównała z filmem!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Genialny! Podobnie, jak Emma Thompson w roli panny Kenton! Mistrzostwo świata!

      Ja właśnie z podobnej motywacji sięgnęłam po książkę. I bardzo zachwyciła. Polecam! :)

      Usuń
  4. Jaka wysoka nota i jak bardzo pozytywny wydźwięk recenzji. Robi wrażenie! I kusi, jak zawsze u Ciebie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skuś się, Ewo, skuś. Spodoba Ci się.

      :* :-)

      Usuń
  5. I książka i film mają niesamowity, ciepły klimat. Wspaniale się czytało i oglądało. Nawet nie umiem powiedzieć, co sprawia większą radość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agato, mam dokładnie tak samo. Zazwyczaj mogę ocenić, co jest lepsze: film czy książka. A tutaj po prostu każde w swoim rodzaju jest doskonałe. Jak tylko mama przeczyta (już jej podsunęłam:), to zrobimy sobie filmową ucztę :)

      Usuń
  6. To jedna z najważniejszych i najpiękniejszych książek, jakie czytałam. Po prostu cudowna. Dzięki, Oleńko, że tak wspaniale o niej napisałaś. Ja mogłabym o niej chyba tylko pomilczeć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lirael, nie wiesz, jaką mi sprawiłaś przyjemność swoim komentarzem na temat mojej recenzji tonącej w egzaltacji wzniosłej :-)
      Dziękuję!
      Ja swoje milczenie musiałam przerwać, po prostu musiałam!

      Uściski!!

      Usuń
  7. Same dobre opinie, a ja nawet filmu nie obejrzałam. Jedynie kupiłam książkę... Jak zwykle:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to już jest połowa sukcesu! :-) Machniesz w dwa dni, tak wciąga!

      Życzę Ci tej lektury!

      Usuń
  8. Książki nie czytałam, ale oglądałam ekranizacje i rzeczywiście jest emocjonalna historia, bez zbędnej powierzchownej spektakularności. Ten film naprawdę miał niesamowity charakter.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, Cyrysiu. Zgadzam się w 100%!
      Pozdrawiam! :)

      Usuń

Dziękuję za każdą wypowiedź, za czas poświęcony na lekturę, za nasze wirtualne spotkanie! Komentarze są moderowane - mogą pojawić się z opóźnieniem.
*
Nie publikuję: SPAMU, wypowiedzi obraźliwych, wulgarnych, sprzecznych z zasadami netykiety. Z powodu nadmiaru SPAM-u wyłączam możliwość komentarzy anonimowych.